LIZBONA 2017 - WSPOMNIENIE

Dziś (5 lutego) mija dokładnie rok od naszej wspólnej wyprawy do portugalskiej stolicy. Obie bawiłyśmy się świetnie i do tej pory jesteśmy pod wrażeniem. To była nasza pierwsza wspólna podróż. Wspominamy ją jako pełną przygód i niezwykłą. Chciałybyśmy przedstawić Wam kilka fotek z tego wyjazdu. Oczywiście mamy też kilka anegdotek :)




















Może nie są to najlepsze zdjęcia świata, ale zapewniam, że to nie cykanie fotek było celem naszej podróży. Uważam też, że i tak jest nieźle jak na telefon komórkowy. Ale co z tymi historyjkami?

W Lizbonie spędziłyśmy 6 dni. Już w trakcie podróży czekała nas niespodzianka - przelot nad Paryżem. Z samolotu mogłyśmy zachwycać się wielkością europejskiej stolicy.

Wspólnie stwierdziłyśmy, że "w Lizbonie nawet jeśli jest z górki to ma się pod górkę". To miasto położone na 7 wzgórzach. Wygodne buty to zdecydowanie must have! Problem potęgują też kostka i bruk - na asfalt i betonowe płyty chodnikowe praktycznie nie ma co liczyć.

W Lizbonie życie zaczyna się po 22. Dopiero wracając z kolacji mogłyśmy zobaczyć tłumy młodych ludzi. Najczęściej spacerowali oni z kubkiem oznaczonym logo "Sagres". Kolejne spostrzeżenie - w portugalskiej stolicy nie spotkałyśmy zbyt wielu starszych ludzi.

Portugalczycy są mili i ... niepunktualni. Ale wróćmy do ich sympatyczności. Pamiętam sytuacje, kiedy podszedł do nas zadbany staruszek i spytał po angielsku skąd jesteśmy. Nie miał zbyt dużo do powiedzenia o Polsce, ale swoją całkiem niezłą angielszczyzną próbował rozmawiać z nami dalej.

Alfama - serce Lizbony. To niesamowita dzielnica, która tętni życiem. To właśnie "Stare Miasto". Miałyśmy okazję tam mieszkać, co sprawiło że wszystko miałyśmy na wyciągnięcie ręki. Kilka minut spaceru nad Tag, na główny plac czy piękny punkt widokowy św. Katarzyny.

Słynny żółty tramwaj to niewątpliwie symbol Lizbony. Z niewiadomych powodów żadna z nas nie ma jego zdjęcia. Ale spokojnie - przejechałyśmy się nim kilka razy.  W porównaniu do metra (Lizbona posiada 4 linie) nie był to zbyt komfortowy sposób przemieszczania się. Wagoniki były bardzo zatłoczone, nie rozwijały nienaturalnych prędkości, a w środku było duszno. Mimo to, przejazd  żółtym tramwajem to obowiązkowy element pobytu w Lizbonie.

Czego zazdrościmy Portugalczykom? Zdecydowanie pogody! 6 lutego mogłyśmy zwiedzać stolicę na krótki rękaw. W tym czasie w Polsce było -10 stopni i padał śnieg. Rzecz jasna kilka innych dni było mniej łaskawych. W większości zwiedzałyśmy Lizbonę w zimowych kurtkach (często rozpiętych :p).

Portugalskie ciasteczka (nawet zjedzone w dzielnicy Belem) to nic szczególnego. Faktycznie bardzo smaczne, ale obalamy mity - to po prostu ciasto francuskie i budyń.

Bodajże trzeciego dnia pobytu podszedł do nas student. Okazało się, że był Polakiem i tak jak my przyleciał tanimi liniami na kilka dni. Bardzo cieszył się na tę spotkanie, bo brakowało mu rozmów po polsku. W swoim hostelowym pokoju jako towarzyszy do rozmowy miał jedynie dwie Szwajcarki, a z angielskim nie radził sobie zbyt dobrze. Na trasie Pomnik Odkrywców - Wieża w Belem udało nam się zamienić kilka słów.

"Nawet choroba nie powstrzyma mnie od zwiedzania!". W trakcie wyjazdu Wiktoria zachorowała. To było chyba standardowe przeziębienie. Dawało się we znaki jako ból głowy czy po prostu słabe samopoczucie. Mimo to udało nam się wyjść na miasto i wejść na Zamek Św. Jerzego. Skończyło się koniecznością wzięcia mocnych środków przeciwbólowych. Ale było warto. Był to najpiękniejszy punkt widokowy, jaki mogłyśmy sobie wyobrazić.


Dzięki za uwagę :)

Jak to jest z tym "Vogue'iem"?

Z czymś takim jak „Vogue” po raz pierwszy spotkałam się podczas wakacji 2015, w europejskiej stolicy mody, Paryżu. Przy kiosku stałam w...