Jak to jest z tym "Vogue'iem"?



Z czymś takim jak „Vogue” po raz pierwszy spotkałam się podczas wakacji 2015, w europejskiej stolicy mody, Paryżu. Przy kiosku stałam w zakurzonych białych sandałkach, a moja spódnica w kwiatki delikatnie powiewała. Zaczynał już padać lekki deszcz, a ja dalej stałam w bezruchu, trzymając w prawej dłoni francuskie wydanie. Przy sobie miałam jedynie kilkanaście euro. Wystarczyłoby. Jeden egzemplarz kosztował 10. Nie pamiętam  jak wyglądała okładka, choć domyślam się, że musiała być wyjątkowa – w końcu przyciągnęła moją uwagę. Ostatecznie nie dokonałam zakupu. Jak można wydać ponad 40 zł na magazyn? Wróciłam do podziwiania nowego dla mnie miasta, a o czymś takim jak „Vogue” po prostu zapomniałam.


Latem 2017 potwierdzono – powstanie polska edycja „biblii mody”. Wydaje mi się, że wracałam wtedy z Warszawy. W oddali malował się Pałac Kultury i Nauki. Na tylnym siedzeniu czułam się znudzona, więc zupełnie nieuważnie przeglądałam Facebooka. Zobaczyłam hasło „Vogue Polska”. Lekko jeszcze nie dowierzając, zdjęłam swoje okulary przeciwsłoneczne. Przeczytałam artykuł. „Do kiosków trafi na początku 2018 roku”. Ostygłam. „Meh, na początku 2018 to ja będę sławną aktorką” powiedziałam w głowie.  I znów – o czymś takim jak „Vogue” po prostu zapomniałam.

Zupełne początki Instagrama zmuszały mnie do skrupulatnego eksplorowania. Wypada przecież znać trendy. Nie trudno więc się domyślić, że pierwszą okładkę zobaczyłam nie dalej niż 30 minut po jej trafieniu do sieci. Pomyślałam „mamy to! Wreszcie! To nie sen!”.  Wiedziałam, że ja, stara, dobra fashionistka będę go mieć. Nawet jeśli przyjdzie mi bić się o niego pod kioskiem.

Kiedy zobaczyłam tę biel i nostalgiczną czerń, pierwsze co wykrzyczałam do moich znajomych: „to chyba żart”. Byłam zła na okładkę, byłam zła na fotografa. Nie chodziło to, że mi się nie podobała. Po prostu oczekiwałam czegoś zupełnie innego. W wyobraźni pierwsze wydanie widziałam malowane zielenią i czerwienią. I z napisami, znaczy tytułami artykułów. Myślałam, że to będzie coś zwykłego. Coś do czego jesteśmy już przyzwyczajeni.

Najpopularniejsze zdjęcie na naszym profilu – jest na nim okładka „Vogue’a”. Kolejne po nim – „Vogue”. Najlepsze zasięgi, najdłuższe komentarze – „Vogue” na instagramie ma magiczną moc. Sama przynajmniej 3 razy w tygodniu przeglądam posty posiadające hasztag „voguepolska”. Te zdjęcia są hipnotyzujące. Pokazują, że ten magazyn ma moc. Wrzawa wokół pierwszej okładki była najlepszą reklamą. Mówiono o niej dobrze – kupujesz, bo warto. Mówiono o niej źle – kupujesz, bo chcesz się przekonać. I w ten sposób nakład został wyczerpany.

„- Widać, że to pierwsze wydania
-Są słabe i chaotyczne?
-Każde kolejne jest lepsze od poprzedniego”
O „Vogue” się rozmawia. Razem z koleżankami chętnie wymieniamy się opiniami na jego temat. Część z nas „siedzi” w modzie bardziej lub mniej. Mamy też inne poczucie estetyki. Mimo to, wszystkie z chęcią kupiłyśmy kolejny numer. Czy to magazyn uzależniający i potrzebny?
Na polskim rynku mamy też „Harper's Bazaar” i „Elle”. Najbardziej znane, cenione i o podobnej do
„Vogue’a”  randze. Jest też kilka mniej znanych pism, które równie mocno trzymają się tego nurtu. Z drugiej strony mamy ciemną stronę prasy dla kobiet. W „Urodzie”, „Twoim stylu” i „Wysokich obcasach” mamy przede wszystkim lifestyle. Te magazyny kupujemy dla wywiadów. „Vogue” kupujemy dla mody.

Kolejna sprawa to cena. 16.90 – dużo kiedy pomyślimy, że przecież większość  zawartości znajdziemy gdzieś w internecie. Mało, jeśli przypomnimy sobie o wysokiej randze. „Vogue” wypada dobrze na tle swoich konkurentów. „Harper’s Bazaar” to koszt 11.99 zł, a „Elle”- 8.99 zł. Porównując  jednak właściwą grubość, łatwo dostrzec, że 17 zł jest naprawdę "OK".

Chciałabym już przejść do pytania „czy warto?” albo „jak prezentuje się drugi numer w porównaniu do pierwszego?”, ale czuje się zobowiązana by odwołać się do kwestii reklam. Przeczytałam wiele komentarzy, że to oburzające. Kobiety były złe. „Nie warto płacić 16.90 za prawie 200 stron reklam”. Faktycznie, plakatów i kampanii było dużo. Ale czyż nie taka jest filozofia „Vogue”? O ile te fotki są piękne i inspirujące to przecież możemy traktować je jako element magazynu.  W przypadku drugiego numeru reklam zauważyłam dużo mniej. Wydawało mi się, że wręcz zniknęły gdzieś na wysokości 100 strony. Słowa „wydaje się” nie brzmią dobrze, więc po prostu policzyłam. Okazuje się, że pierwszy numer to 150 plakatów, co w stosunku do całkowitej objętości 360 stron daje 42%. W porównaniu do wydań: amerykańskiego czy australijskiego – i tak dość mało. Jeśli chodzi o numer kwietniowy – reklam znalazłam już tylko 48. Skoro całość liczy 252 strony, to okazuje się, że kampanii mamy tylko 19%. To niezbyt dużo.


W kwietniowym numerze najbardziej nie mogłam doczekać się felietonu. Pierwszy był błyskotliwy i lekki. A ja bardzo lubię czytać przyjemne i krótkie teksty. Bardzo podoba mi się to ścisłe powiązanie z modą, a określenia typu „Prada Północ” wywołują na mojej twarzy uśmiech. Kwietniowy felieton (a raczej ten napisany do kwietniowego numeru) nie ma już tej samej płynności i lekko pachnie feminizmem. Bardziej niż częścią magazynu, jest on po prostu dodatkiem do niego.


Nie mogłam nie zwrócić uwagi na reportaż z drugiego numeru. „Misja specjalna” to połączenie wywiadów z kilkoma młodymi lekarkami. Kolejny dobry i mądry tekst. Wciągający, mimo bycia całkiem poważnym. I nie jest w „Vogue” tylko dla zapełnienia miejsca. Tak jak cały magazyn (według początkowego zamysłu) ma być bezkompromisowy, pokazywać silne kobiety i tę najprawdziwszą prawdę. Od początku bałam się, że nasza polska wersja „biblii mody” zbyt głęboko wejdzie w lifestyle. Okazuje się, że stosując pewien umiar można tego uniknąć.


Silne, piękne i nietuzinkowe – takie są kobiety stojące na czele światowych redakcji „Vogue”. W „En Vogue” w części „Styl” już dwukrotnie nam je przedstawiano. Krótko o życiu inspirujących ludzi. Tak właśnie opisałabym te teksty. Najpierw Aleksandra Woroniecka, teraz Julia Pelipas. Nie będę podsumowywać tego inaczej niż słowami: z niecierpliwością  czekam na kolejną sylwetkę.
 

Czy kupić nowego „Vogue”?
Wyżej przedstawiłam wam oba wydania. Porównałam je do siebie. Myślę, że warto swojego „Vogue” mieć. Może ujmę to trochę inaczej: warto go przeczytać i przejrzeć. To rzecz, która ma sprawiać przyjemność. Nie ugotuje za was obiadu, nie odrobi lekcji i nie przygotuje prezentacji do pracy. Ale może być idealnym dodatkiem do lampki wina w wolny, piątkowy wieczór. A może do kawy i ciastka w sobotni poranek?

Dzięki za uwagę 
Weronika

Wszystko o paletce MODERN z Wibo

Dzisiaj postanowiłam opowiedzieć wam kilka faktów na temat paletki Modern z Wibo która jest brana przez niektórych jako produkt mocno inspirowany paletką Modern Reneissance od Anastasia Beverly Hills. Moim zdaniem jest to dobra paletka dostępna w drogerii i zaraz wam powiem dlaczego tak sądzę.

Może zaczniemy od wyglądu zewnętrznego. Paleta wygląda na pewno ładniej od swojej poprzedniej wersji która była neutralną paletką. Ma kolor różowy który osobiście bardzo lubię i jest obsypany brokatem (do tej pory nie zauważyłam aby brokat schodził z palety).

A teraz przejdźmy do kolorów w paletce. Mi osobiście bardzo pasują, od niedawana podobają mi się ciepłe odcienie. Nie dlatego ze są modne tylko po prostu do mnie pasują. Na zdjęciu niżej macie pokazaną całą paletę od środka.

Znajdziemy w środku 15 cieni w tym 3 metaliczne. Podoba mi się w niej to ze jest tak dużo cieni matowych ponieważ takimi cieniami mogę się „pobawić” czyli rozcierać mieszać itd.
 3 odcienie metaliczne są tak dobrane do całej paletki, że dopasują się do każdego makijażu który wykonamy za jej pomocą.

Kiedy Wibo wypuściło paletę Modern spotkało się z dużą kontrowersją. Była spowodowana zazwyczaj niską pigmentacją jednak przy mojej palecie nie zauważyłam jej braku. Nie wiem, może trafiłam na lepszą partię? Jednak ja mogę polecić tę paletę, ponieważ bardzo ale to bardzo mi się sprawdziła.

Wiktoria

TAG Pytania, których nikt nie zadaje

Chciałyśmy abyście mogli nas lepiej poznać, więc zdecydowałyśmy się na zrobienie kolejnego tagu.

1. Śpisz przy otwartej czy zamkniętej szafie?

Wiktoria: Nie mam typowej szafy w pokoju tylko dużą komodę, lecz zawsze zamkniętą.
Weronika: Szczerze mówiąc to nie muszę zwracać na to uwagi - kiedy zasypiam nie widzę szafy. Jednak jestem przekonana, że wolałabym zamkniętą. Chyba, że wszystko byłoby idealnie poukładane.

2. Czy masz piegi?

Wiktoria: Nie mam i bardzo się z tego cieszę.
Weronika: Tylko kilka. W dodatku są mało widoczne.

3. Czy musisz być cała przykryta kołdrą?

Wiktoria: Jedynie jak zasypiam, często budzę się z odkrytymi nogami.
Weronika: Taaaak, szczególnie zimą. Bardzo lubię, gdy podczas snu jest mi ciepło <3

4. Czy kiedykolwiek liczyłaś swoje kroki podczas spaceru?

Wiktoria: Wydaje mi się że jak byłam mała to liczyłam jednak zawsze kończyłam przy pięćdziesiątym kroku.
Weronika: Nie przypominam sobie. Teraz w czasach rozwiniętej technologii, aplikacja robi to za mnie.

5. Czy tańczyłaś kiedyś bez muzyki?

Wiktoria: I to nie raz!
Weronika: A żeby to raz!

6. Piosenka tygodnia.

Wiktoria: Wydaje mi się ze będzie to „Perfect Symphony”  Ed Sheeran oraz Adrea Bocelli
Weronika: Hmmm, może "Tu jestem w niebie" zespołu Republika. Słucham tego każdego wieczoru - to taki mój sposób na relaks

7. Jaki jest rozmiar twojego łóżka?

Wiktoria: 2x90
Weronika: Bodajże 2x1,5

8. Czy nadal oglądasz bajki?

Wiktoria: Oczywiście że tak! Często siadamy całą rodziną i oglądamy np nowe minionki ( powiem wam w tajemnicy że nawet byłam na nich w kinie ).
Weronika: Rzadko, ale zdarza się. Sięgam jednak tylko po te najlepsze, najbardziej cenione produkcje typu "Zwierzogród" czy "Vaiana".

9. Co pijesz najczęściej do obiadu?

Wiktoria: Zależy jaki napój jest w tej chwili otwarty najczęściej jest to sok.
Weronika: Napój, który akurat jest otwarty lub wodę z cytryną.

10. Ulubiony sos do naggetsów?

Wiktoria: słodko-kwaśny
Weronika: BBQ

11. Czy masz gramofon?

Wiktoria: Mam, nawet leży obok mnie.
Weronika: Niestety już nie. Wcześniej trzymałam na strychu taki jeszcze z ze

12. Umiesz zwinąć język w rurkę?

Wiktoria: Potrafię, chociaż muszę się przyznać, że kiedyś tego nie umiałam.
Weronika: Tak.

13. Jaki koncert chciałabyś zobaczyć?

Wiktoria: Chciałabym zobaczyć koncert Justina Biebera.
Weronika: Gdybym mogła cofnąć się w czasie to Live Aid w 85 na Wembley. A z takich bardziej możliwych Metallica - zawsze i wszędzie.

14. Gorąca czy zimna herbata?

Wiktoria: Zdecydowanie gorąca.
Weronika: Zdecydowanie gorąca.

15. Superpharm, Natura czy Rossmann?

Wiktoria: Rossmann
Weronika: Chyba Rossmann. Ze względu na asortyment i promocje (szalone -55%)

16. Czy brałaś lekcje tańca?

Wiktoria: Tak i to kilkukrotnie.
Weronika: Nie, nigdy.

17. W czym śpisz?

Wiktoria: Lubię ładne piżamki wiec tez w nich śpię.
Weronika: W dwuczęściowej piżamie.

18. Czy miałaś kiedyś uczucie Déjà vu?

Wiktoria: Nie przypominam sobie.
Weronika: I to nie raz!

19. Czy śpiewasz w aucie?

Wiktoria: Często mi się zdarza.
Weronika: Bardzo często. Gdyby nagrano moje wykonania "Kołysanki dla nieznajomej", czy utworów disco polo, królowałyby w internecie.

20. Czy oglądałaś kiedyś seriale?

Wiktoria: Oglądam je cały czas! Uwielbiam seriale czasem nawet oglądam kilka na raz :).
Weronika: No pewnie! Bardzo lubię po nie sięgać. To fajny sposób na rozrywkę.

Ulubione kanały na YouTubie

Dzisiejszy post będzie odrobinę nietypowy - przedstawię Wam ulubione kanały na YT o tematyce modowej. Znajdziecie na nich inspiracje, lookbooki i poradniki.

Gotowi?
(kolejność kompletnie przypadkowa)

1. Radzka [klik]

Pozytywnie zakręcona dziewczyna. Na jej kanale znajdziecie haule, looki, świetne poradniki na temat sylwetek i klasyków. Pomoże wybrać ci idealnej jakości t-shirt, dobierze sukienke do twojej sylwetki i pokaże, że czerwoną szminkę można nosić na co dzień. A to wszystko na twoich warunkach - w domu, pracy, komunikacji miejskiej. Do śniadania lub do kawy.

2. ZOPHIA Stylistka [klik]

Bardzo sympatyczna osoba z wykształceniem i doświadczeniem w branży modowej. Opowie ci o klasykach damskiej i męskiej garderoby. Dzięki niej rozwiążesz swój problem natury "nie mam w co się ubrać!".

3. Aleksandra Frątczak-Biś [klik]

Opowiada profesjonalnie, z uśmiechem na twarzy. Wyjaśni ci jak analizować skład ubrań i odpowie na najbardziej nurtujące pytania. Czy można nosić dżinsy do pracy?   Jak dobrać wzory?

4.  Aleksandra Żuraw [klik]

Młoda i charyzmatyczna uczestniczka programu Top Model. Na jej kanale znajdziecie świetnie zrealizowane i bardzo inspirujące lookbooki . Jeśli tylko macie ochotę pooglądać jak dobrze stylizacje komponują się na tle pięknych scenerii - koniecznie sprawdźcie!

5. The Pink Rook [klik]

Iście londyńskie i nietuzinkowe podejście do mody i wyglądu. Uwielbia łączyć kolory i faktury. Inspiracje można czerpać garściami. Jest to kanał lifestylowy, więc znajdziecie tam również filmy kosmetyczne czy dotyczące seriali i filmów.

6. Siostra mojej siostry [klik]

Wpadam tam dość rzadko, ale w konkretnym celu. Oglądam metamorfozy, których jest tam całe mnóstwo! Inspiruje mnie to do dbania o siebie, ale też pozwala po prostu miło spędzić czas.


Weronika

To musisz mieć w swojej szafie #3 CZARNE RURKI

W dzisiejszych czasach nie wyobrażamy sobie bez nich życia. Element stroju codziennego, ale czasem i wieczorowego. Warto przypomnieć w jaki sposób spodnie jako element garderoby kobiecej weszły na salony.


Na początku spodnie były zarezerwowane wyłącznie dla mężczyzn. Jako pierwsze "rzuciły się" na nie feministki w XIX, uznając je za idealny symbol. Od tamtej pory do kobiecej szafy adaptowano kolejne kroje. Typ "bloomers" (bufiaste, zwężone przy kostce) zawdzięczamy najprawdopodobniej Amelii Jenks Bloomer. Pod koniec XIX wieku damskie spodnie stały się "dopuszczalne" jako element stroju sportowego. W bermudach Maria Skłodowska-Curie jeździła na rowerze. Na salony jako pierwsza ubrała spodnie Marlene Dietrich, którą później przez to (co prawda żartobliwie) nazywano "najlepiej ubranym mężczyzną Hollywood". I wojna  światowa sprawiła, że społeczeństwo zaakceptowało spodnie u kobiet. Później mamy do czynienia oczywiście z działalnością Coco Chanel, która chętnie lansowała ten element garderoby, szczególnie przy okazji stroju rekreacyjnego. Coco zaznaczała, że elegancka kobieta powinna wiedzieć, kiedy może sobie pozwolić na ich założenie. Również słynna ikona kina (którą znamy głównie z adaptacji męskich elementów do swoich strojów) Katharine Hepburn uwielbiała spodnie.  Kolejny przełom to oczywiście powstanie damskiego modelu dżinsów. Warto zwrócić też uwagę na powstanie pierwszego damskiego smokingu, który pokazano podczas pokazu Yves Saint Laurent. Później wchodzimy w lata 70., gdzie królują dzwony i dżinsy. Szczególnie chętnie chwyciły po nie Francuzki, które wybierały je na co dzień m.in. do marynarek i eleganckich butów. W ostatnim czasie zamieniłyśmy szerokie spodnie na rzecz rurek, z którymi już od kilkunastu sezonów nie jesteśmy w stanie się rozstać.


Dlaczego czarne rurki są must-havem?
Jednocześnie casualowe, eleganckie i sportowe. O ich charakterze w przypadku konkretnej stylizacji decydujesz pozostałymi elementami stroju. Pasują zarówno do bieli i odcieni szarości, jak i do kolorów. Możesz ubrać do nich  ulubione trampki czy wysokie szpilki. Sprawdzają się w każdym sezonie (są idealne na chłodniejsze dni naszego polskiego lata). Dodatkowy atut - optycznie wyszczuplają nogi!

Z czym je łączyć?

1. Na co dzień - z dżinsową koszulą czy klasycznym t-shirtem. Jak zawsze w tej serii - bardzo proste połączenie, które zawsze będzie współgrało z okryciami wierzchnimi i butami.
2. Na imprezę - z cekinowym topem bądź ciekawą marynarką. Jednocześnie kreatywnie i bezpiecznie.
3. Do pracy - z elegancką koszulą i skórzanymi butami. Dzięki wygodzie bez problemu wykonasz wszystkie zaplanowane rzeczy.

PROPOZYCJE: (kliknij na zdjęcie ;))






Trendy, które nie są zaproszone do 2018


Moda jest dla nas wszystkich raczej zabawą. Śledzimy trendy, ale przecież nie musimy brać ich na poważnie. Nawet jeśli modne byłoby obcięcie się na łyso - nie znaczy to, że wszystkie zrezygnujemy ze swoich pięknych włosów. Z podobnie śmieszną sytuacją mamy do czynienia w sezonie wiosna/lato 2018. Projektanci lansują na wybiegu przezroczyste, plastikowe spodnie. Spójrzmy prawdzie w oczy - czy ktokolwiek skusi się na ten element garderoby? Mówi się, że w dzisiejszych czasach modne jest wszystko. I ja zdecydowanie zgadzam się z tym stwierdzeniem. Nośmy to, co lubimy i w czym czujemy się dobrze. Jeśli mamy ochotę to eksperymentujmy. No bo czemu nie?!
A dzisiaj chciałabym zaprezentować Wam listę rzeczy, które w tym roku nie będą już "hot". Ale to oczywiście niczego nie zmienia - wciąż możemy je nosić.


1. Gorset
Podobno niezwykle popularny trend. Muszę przyznać, że nigdy nie spotkałam się z nim na ulicy. Ale faktycznie, muszę przyznać, że zawojował instagram (świetnym przykładem jest JEMERCED na pierwszej fotce kolażu). Gorset miałyśmy nosić na wierzchu np. na T-shircie czy sukience. Dobry pomysł na podkreślenie talii. Ale myślę, że damy radę go zastąpić po prostu paskiem ;).

 2. Pompony
Jako dodatkowy akcent na bluzie torebce, a nawet ...sznurkach sandałów. Przyznam, że nie byłam fanką tego trendu i boom na kolorowe pomponiki ominął mnie szerokim łukiem. Chociaż faktycznie - na butach wyglądało to niezwykle interesująco.
3. Look bez biustonosza
Szukając zdjęć w Google do tego posta natknęłam się na co najmniej 4 propozycje ze strony Kendall Jenner. I faktycznie - ten trend lansowały głównie celebrytki. Zdjęcia bez biustonosza pojawiały się w dużej mierze na stronach internetowych sklepów takich jak Zara czy Stradivarius przy okazji prezentowania przez modelki T-shirtów i różnego rodzaju bluzek. Cieszę się, że w 2018 odnotujemy spadek tego typu fotek w internecie. Ten trend opisałabym jednym słowem - niesmak. 
 3. Bomberki
Kurtki, których długo nie było na salonach, ale kiedy już weszły to z przytupem. Nosiłyśmy je zarówno w wersji eleganckiej jak i dziennej. Na początku w kolorze khaki (reprezentowały styl militarny), jednak z czasem zaczęły się pojawiać inne wersje kolorystyczne. Kto nie pamięta uwielbianej przez nastolatki pudroworóżowej? Szczerze przyznam, że w dalszym ciągu będę nosić swoją dłuższą granatową bomberkę, bo moim zdaniem 2018 nie zaprasza tylko wersji khaki ;)
4. Off shoulder
Sukienki i bluzki bez ramion to chyba moje ulubione skojarzenie modowe odnośnie wakacji '16 i '17. Świetnie prezentowały się na szczupłych kobietach. Najczęściej na ulicach i sklepowych półkach widywałyśmy jasne propozycje. Szczerze mówiąc nie spodziewam się, by ten trend naprawdę "wymarł". Tego typu stylizacje wyglądają dziewczęco. Look idealny nie tylko na plażę, ale i na miasto.
5. Feministyczne napisy
Pojawiły się razem z dużymi logo. W 2017 trochę zapomniałyśmy o prostych t-shirtach właśnie na rzecz napisów. Teraz trochę odpuszczamy ten trend. Całe szczęście! Każdy ma oczywiście prawo do własnych przekonań i wyrażania ich. Jednak czy robienie tego poprzez napis nie jest pretensjonalne i najzwyczajniej w świecie nietaktowne?


Dzięki za poświęcony czas ;) Do następnego!

Weronika

LIZBONA 2017 - WSPOMNIENIE

Dziś (5 lutego) mija dokładnie rok od naszej wspólnej wyprawy do portugalskiej stolicy. Obie bawiłyśmy się świetnie i do tej pory jesteśmy pod wrażeniem. To była nasza pierwsza wspólna podróż. Wspominamy ją jako pełną przygód i niezwykłą. Chciałybyśmy przedstawić Wam kilka fotek z tego wyjazdu. Oczywiście mamy też kilka anegdotek :)




















Może nie są to najlepsze zdjęcia świata, ale zapewniam, że to nie cykanie fotek było celem naszej podróży. Uważam też, że i tak jest nieźle jak na telefon komórkowy. Ale co z tymi historyjkami?

W Lizbonie spędziłyśmy 6 dni. Już w trakcie podróży czekała nas niespodzianka - przelot nad Paryżem. Z samolotu mogłyśmy zachwycać się wielkością europejskiej stolicy.

Wspólnie stwierdziłyśmy, że "w Lizbonie nawet jeśli jest z górki to ma się pod górkę". To miasto położone na 7 wzgórzach. Wygodne buty to zdecydowanie must have! Problem potęgują też kostka i bruk - na asfalt i betonowe płyty chodnikowe praktycznie nie ma co liczyć.

W Lizbonie życie zaczyna się po 22. Dopiero wracając z kolacji mogłyśmy zobaczyć tłumy młodych ludzi. Najczęściej spacerowali oni z kubkiem oznaczonym logo "Sagres". Kolejne spostrzeżenie - w portugalskiej stolicy nie spotkałyśmy zbyt wielu starszych ludzi.

Portugalczycy są mili i ... niepunktualni. Ale wróćmy do ich sympatyczności. Pamiętam sytuacje, kiedy podszedł do nas zadbany staruszek i spytał po angielsku skąd jesteśmy. Nie miał zbyt dużo do powiedzenia o Polsce, ale swoją całkiem niezłą angielszczyzną próbował rozmawiać z nami dalej.

Alfama - serce Lizbony. To niesamowita dzielnica, która tętni życiem. To właśnie "Stare Miasto". Miałyśmy okazję tam mieszkać, co sprawiło że wszystko miałyśmy na wyciągnięcie ręki. Kilka minut spaceru nad Tag, na główny plac czy piękny punkt widokowy św. Katarzyny.

Słynny żółty tramwaj to niewątpliwie symbol Lizbony. Z niewiadomych powodów żadna z nas nie ma jego zdjęcia. Ale spokojnie - przejechałyśmy się nim kilka razy.  W porównaniu do metra (Lizbona posiada 4 linie) nie był to zbyt komfortowy sposób przemieszczania się. Wagoniki były bardzo zatłoczone, nie rozwijały nienaturalnych prędkości, a w środku było duszno. Mimo to, przejazd  żółtym tramwajem to obowiązkowy element pobytu w Lizbonie.

Czego zazdrościmy Portugalczykom? Zdecydowanie pogody! 6 lutego mogłyśmy zwiedzać stolicę na krótki rękaw. W tym czasie w Polsce było -10 stopni i padał śnieg. Rzecz jasna kilka innych dni było mniej łaskawych. W większości zwiedzałyśmy Lizbonę w zimowych kurtkach (często rozpiętych :p).

Portugalskie ciasteczka (nawet zjedzone w dzielnicy Belem) to nic szczególnego. Faktycznie bardzo smaczne, ale obalamy mity - to po prostu ciasto francuskie i budyń.

Bodajże trzeciego dnia pobytu podszedł do nas student. Okazało się, że był Polakiem i tak jak my przyleciał tanimi liniami na kilka dni. Bardzo cieszył się na tę spotkanie, bo brakowało mu rozmów po polsku. W swoim hostelowym pokoju jako towarzyszy do rozmowy miał jedynie dwie Szwajcarki, a z angielskim nie radził sobie zbyt dobrze. Na trasie Pomnik Odkrywców - Wieża w Belem udało nam się zamienić kilka słów.

"Nawet choroba nie powstrzyma mnie od zwiedzania!". W trakcie wyjazdu Wiktoria zachorowała. To było chyba standardowe przeziębienie. Dawało się we znaki jako ból głowy czy po prostu słabe samopoczucie. Mimo to udało nam się wyjść na miasto i wejść na Zamek Św. Jerzego. Skończyło się koniecznością wzięcia mocnych środków przeciwbólowych. Ale było warto. Był to najpiękniejszy punkt widokowy, jaki mogłyśmy sobie wyobrazić.


Dzięki za uwagę :)

Ulubieńcy stycznia 2018

Pierwszy miesiąc nowego roku już za nami, więc czas na ulubieńców!

1. Serum nawilżające Bielenda

Odkryłam to cudo całkiem przez przypadek będąc na feriach u cioci która właśnie posiada to serum. Ale do rzeczy... MOJA SKÓRA PO TYM JEST JAK PUPCIA NIEMOWLAKA! Na prawdę już po pierwszym użyciu byłam tak zaskoczona, że stwierdziłam, o nie to musi być moje!
LINK DO SERUM


2. Szampon Garnier Fructis Fresh

Chyba znalazłam mój idealny szampon, no ale zobaczymy jak będzie po jeszcze dłuższym używaniu. Często eksperymentuje z szamponami czyli m.in. mieszam. Moje włosy się mocno przetłuszczają więc używam najczęściej szamponów o właściwościach oczyszczających, a ten szampon jest pierwszy którego używam bez mieszania, bo sam w sobie jest idealny.
LINK DO SZAMPONU




3. Odżywka do paznokci Eveline diamentowa

Eveline ma chyba najlepsze w drogerii odżywki do paznokci. Bardzo podoba mi się stosunek jakości do ceny, ponieważ ta odżywka na prawdę działa i chroni paznokcie przed czynnikami zewnętrznymi. Zrobiłam sobię przerwę od hybryd, ponownie użyłam tej odżywki i się zakochałam.
Link do odżywki




4. Oliwka do skórek Semilac kokosowa

Wiadomo, że nawet przy najpiękniejszym manicure suche dłonie i skórki nie dadzą takiego efektu jak powinny, dlatego staram się nie doprowadzić do przesuszenia moich skórek i codziennie nakładam oliwkę oczywiście dodatkowo z walorami zapachowymi które jak najbardziej umilają stosowanie.
Link do oliwki



Jak widzicie ulubieńcy stycznia są na prawdę niewielcy i pielęgnacyjni ale są to samiutkie perełki tego miesiąca.

Wiktoria

SHOPPING LIST LUTY '18

Komplet: YES Film: PLAN B-zwiastun   Planer: STRADIVARIUS Buty: RYŁKO Sukienka: H&M

Jak co miesiąc prezentuję wam rzeczy, które znajdują się na mojej liście "do kupienia". Oczywiście przedmioty z grafiki to tylko luźne inspiracje i nie ograniczam się tylko do tych konkretnych. W tym miesiącu pojawił się też film, na który chciałabym wybrać się do kina.  

Odkrycie miesiąca rozświetlacz marki Cien z Lidla

Wymyśliłam nową serię w której raz w miesiącu będę wam pokazywać co odkryłam oczywiście z kategorii kosmetycznej.

Jako pierwszy wyląduje rozświetlacz marki Cien z Lidla oczywiście ;) Jest to rozświetlacz o pięknym neutralnym odcieniu, więc będzie pasował większości z nas a nie ma nic lepszego niż uniwersalne kosmetyki.

Na zdjęciu powyżej macie przedstawiony ten oto rozświetlacz. Tak jak mówiłam jest on neutralny i myślę, że to jest wielki atut tego produktu. Ma bardzo dobry pigment jednak nie tak mocny żeby zaraz wyjść z błyskiem jak żarówka.

Rozświetlacz jest dostępny jeszcze w Lidlu. Kupiłam go na początku miesiąca ale wiem że jest on jeszcze dostępny ponieważ widziałam go w wielu ''Lidlach''.


Wiktoria

To musisz mieć w swojej szafie #2 NIEBIESKIE JEANSY


Nikt z nas nie wyobraża sobie życia bez jeansów. Nosimy je na co dzień, do pracy lub szkoły. Obecnie spotykamy się z tysiącami różnych wariacji. Dziury, przetarcia, hafty czy modne w tym sezonie perełki to tylko kilka przykładów. Pokochaliśmy jeansy i od lat 80. nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie życia bez nich. Klasyczne, w odcieniu granatu są totalnym must have. Bez względu na to czy jesteś nastolatką czy kobietą sukcesu.

Słowo "jeans" pochodzi od francuskiego Blue de Gênes, co oznacza "błękit Genui". Skąd to nawiązanie? Otóż to w tym mieście położonym  w północno - zachodniej części Włoch znajdowała się najpopularniejsza fabryka jeansu (który początkowo był płótnem namiotowym). Pierwszy model tych spodni został zaprojektowany przez Leviego Straussa z myślą o górnikach i farmerach. W 1905 powstał kultowy model Levi's 501,  a w 1938 szyto już modele dla kobiet. Podkreślały one biodra i zwężały się ku dołowi. Sławę jeansów roznieśli amerykańscy żołnierze. W latach 50. i 60. lansowały je Marylin Monroe i Brigitte Bardot zarówno jako strój codzienny jak i w kinematografii. Później popularność tych spodni tylko rosła. James Dean stał się inspiracją dla młodzieży, a Hipisi wprowadzili dzwony i hafty. Największy boom na jeans przypadł na lata 80., gdzie pojawiał się on w postaci kurtek, sukienek czy spodni (często w postaci total looków).

Z czym je nosić?

1. Na co dzień - z białym t-shirtem lub swetrem - najprostszy typ stylizacji.  Pasuje do każdych butów i okrycia wierzchniego. Takie połączenie stanowi bazę stylizacji.
2. Na imprezę - z cekinowym topem lub bluzką w wyraźnym kolorze. Możesz dobrać do tego ulubione szpilki, a usta pomalować na czerwono. To bardzo komfortowe połączenie, w którym będziesz w stanie podbić świat.
3. Do pracy - (o ile oczywiście możesz sobie na to pozwolić) z czarnym golfem lub koszulą. To połączenie również zapewnia komfort. Oprócz tego powinnaś czuć się w nim atrakcyjnie i swobodnie. Może dla przełamania dołożyć buty na obcasie?

Dostępne na rynku kroje jeansów:



Wybierając model idealny dla waszej sylwetki zwróćcie uwagę również na własne samopoczucie. Według podręcznikowej wiedzy najbardziej pasowałyby mi proste nogawki. Nie czuję się jednak w nich najlepiej i zwykle sięgam po rurki.

Propozycje: (kliknij na zdjęcie, by przenieść się na stronę sklepu)

 Zara Zara Zara Levi's
 Levi's Topshop Levi's 501 Topshop

Jak to jest z tym "Vogue'iem"?

Z czymś takim jak „Vogue” po raz pierwszy spotkałam się podczas wakacji 2015, w europejskiej stolicy mody, Paryżu. Przy kiosku stałam w...